Idą Święta. W myśl starego, pięknego obyczaju złożyć chciałem życzenia. Ale to nieco później.
Myślę, że warto byłoby, ku zasianiu bożonarodzeniowego nastroju i magicznej aury, najpierw wspomnieć o tym kto i co świętuje 25 i 26 grudnia każdego roku.
My, ateiści, tę zwyczajną grudniową noc, wybraliśmy sobie na doskonałą okazję ku wydaniu fortuny na olbrzymie stosy wspaniałych upominków pod wielką (co najmniej 10cm większą niż u tego sukinsyna- sąsiada) choinką. Nasze kieszenie i portfele, już wcześniej przerażające nas samych próżnią (no, może czasem przeciągiem) w swym wnętrzu, wyciskamy, wyżymamy do ostatniej kropli zrabowanego przez NBP złota na rzecz potężnych świątyń próżności, które oferują nam co raz-to nowe gadżety, które przecież MUSIMY MIEĆ!
My, ateiści kochamy święta. My, ateiści, świętujemy jak co roku, adoptowanie dziecka, którego płeć przecież nie ma znaczenia , mimo woli jego rodziców (wszak wszystkie przecież dzieci NASZE są…) przez parę homoseksualnych Żydów. Albo nie! Tym razem (w roku nie-pańskim 2011), świętujmy wyhodowanie dziecka z probówki, wszczepionego in vitro do łona transseksualnej lesbijki o imieniu Marien, której żona-XY urodzona była w Judei, gdzie spieszyła na spis ludności z Galilei.. My, ateiści mamy już pomysł na przyszłoroczne święta! Już za 370 dni wyjaśnimy światu, dlaczego Biblia jest stekiem bzdur i kłamstw! Celebrować będziemy przecież (jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie) WYSKROBANIE BOGA-CZŁOWIEKA. Ale to tylko zlepek komórek. Więc może by tak dzieciątko…-(TFU!)-zlepek komórek, solanką potraktować? To by było coś! Aborcja przeprowadzona na Mesjaszu! Całe pseudo-ateistyczne, lewackie ścierwo świata uczciłoby to jakimś suto zakrapianym szczytem państw albo libacją do upadłego na eko-konferencji na koszt podatnika. Ot! Nie-Boże Narodzenie!
A teraz już zupełnie poważnie. Z głębi serca. Wszystkim: zdrowych, pogodnych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w cieple rodzinnej atmosfery i miłości. Życzę PT Czytelnikom, aby ten szczególny czas (nie magiczny-lecz cudowny), był okazją do skupienia, przemyśleń, do pauzy i głębszego oddechu duchowego, który każdemu z nas jest potrzebny. Życzę spełnienia marzeń, nawet, jeśli wymagają cudów:) Ten Człowiek, Bóg wcielony, podobno nie odmawia proszącym pomocy:) A w Nowym Roku? Dobrobytu, spokoju, nie-głodu, dostatku, szczęścia, a jeśli trzeba to powzięcia i wykonania postanowień noworocznych. WESOŁYCH ŚWIĄT!
